Strony

Translate

czwartek, 31 marca 2016

Krucha samotność

Cześć!
Dzisiejsze opowiadanie przedstawia historię Zosi, która w swoim życiu przeszła bardzo wiele.
Los pokazał jej, że trzeba cieszyć się każdym dniem i doceniać to co się posiada, gdyż w każdej chwili można to stracić. Nie przedłużając zapraszam do czytania!
 Jak zawsze czekam na wasze recenzje 

czwartek, 24 marca 2016

Zdążyć przed końcem

Pewnego wieczoru wybrałem się z przyjaciółmi na imprezę do pobliskiego klubu. Pomimo, że mieliśmy już ukończone 18-lat w głowie ciągle siedziały nam bardzo różne głupie pomysły. 
Jak to zwykle bywało przy takich spotkaniach nigdy nie wychodziliśmy trzeźwi. Tej nocy stanowczo przesadziliśmy z alkoholem, ale dzięki temu miałem odwagę zagadać do pięknej brunetki siedzącej przy barze. Dziewczyna była bardzo smutna, a swoje zmartwienia zalewała kieliszkiem wódki. Kumple wymyślili zakład, że każdy z nas musi poderwać przynajmniej trzy panieneczki bawiące się na imprezie. Jeżeli którykolwiek nie wypełnił by tego zadania za karę musiałby przebiegnąć na golasa całe molo, a jeśli by tego nie zrobił wtedy byłby winny 10-tysięcy złotych.
 Uradowany pomysłem znajomych powiedziałem:
- I co chłopaki wpadła wam już któraś w oko?
- Damian! Rozglądnij się dookoła, przecież każda z nich jest wspaniała!
Spójrz tylko na te kocie ruchy. - rozmarzyli się koledzy.
- Macie rację, każda z tych dziewczyn ma w sobie to coś. Jednak moją uwagę w szczególności przykuła ta dziewczyna siedząca przy barze.
- Ale z Ciebie cwaniaczek. Myślisz, że pijaną łatwiej jest poderwać?
- Uważam, że z nią szybko nawiążę kontakt.   
- W takim bądź razie do boju kolego! Pokaż na co Cię stać!
Na samym początku za bardzo nie wiedziałem jak do niej podejść. W prawdzie nie byłem najlepszy w stosunkach damsko-męskich, ale procenty zrobiły swoje.
 Podszedłem do nieznanej mi brunetki i zapytałem: 
- Przepraszam bardzo, czy mogę się dosiąść? 
- A nie widzisz, że jest zajęte? - odrzekła swym anielskim głosem,
mimo iż obok niej na krześle była tylko torebka.
Już dawno odszedłbym po usłyszeniu takiej odpowiedzi, ale nie chciałem się zbłaźnić przed kolegami, którzy mnie przez cały czas obserwowali. Wziąłem więc z siedziska jej elegancką czarną torebeczkę i położyłem na ladzie. Nie spodziewałem się tylko tego iż tak wybuchowo zareaguje.
- Co pan robi?! Chyba wyraźnie powiedziałam iż nie ma obok mnie miejsca!
Koledzy w tym momencie pokładali się ze mnie ze śmiechu, ale zachowałem zimną krew i nie dałem przegonić się kobiecie.
- Dlaczego pani tak krzyczy? Złość piękności szkodzi. Przecież każdy może usiąść sobie przy barze, a taka śliczna niewiasta nie powinna siedzieć sama.
Nie wiem czy coś złego powiedziałem, bo długowłosa brunetka nagle wyleciała z wielkim płaczem zostawiając na bufecie swoją kopertówkę. Postanowiłem sprawdzić czy znajdują się w niej jakieś dokumenty, ale niestety nic nie znalazłem. Na wszelki wypadek wziąłem jej zgubę,
a wtedy podeszli moi rozbawieni towarzysze:
 - Hahaha, ale z Ciebie jest podrywacz. Laska na sam twój widok z płaczem wyleciała.
- Możesz się zamknąć!
- Spokojnie Damianku. Z tą ci nie wyszło, ale przy oknie czekają na Ciebie trzy sikoreczki.
Naprawdę nie masz nam za co dziękować. Wystarczy, że je zaliczysz i cały nasz zakład pójdzie w zapomnienie. My już swoje wykonaliśmy, a teraz czekamy tylko na Ciebie.
Niestety nie miałem innego wyjścia, jak zapoznać się z trzema małolatami i wykonać swoje zadanie.
Na szczęście ziomki nie dowiedzieli się, że z jedną z nich mi nie wyszło.
Balangę zakończyliśmy wczesnym rankiem. Przez całą powrotną drogę opowiadaliśmy swoje wieczorne doznania. W drodze powrotnej do domu natknęliśmy się na dwie dziewuszki, a że chłopaki byli cali w skowronkach postanowili ponownie spróbować swoich sił, ale tym razem im nie wyszło:
- Cześć księżniczki. Mamy do was pytanie.
-Jakie?
- Czy macie może pożyczyć grilla?
Dziewczyny spojrzały na siebie dziwnym wzrokiem. Zapewne myślały, że moi kompani chcą je zapytać o drogę, fajki, ogień bądź coś w tym stylu.
- Niestety, nie mamy. Ale jak chcecie grilla to polecamy udać się do sklepu ogrodniczego i sobie go zakupić.
- A może chcecie z nami esemesować przez telefon?
- Wybaczcie, ale to nie ta liga dla was.
Tym sposobem dziewczęta zamknęły buzię moim kolegom, a ja przez cały czas im to wypominam.
Gdy dotarłem do domu od razu udałem się w kimono i tak przespałem calutki wspaniały dzień.
Kolejnego słonecznego poranka udałem się ponownie do klubu z nadzieją, że spotkam brązowowłosą niewiastę. Spytałem barmana czy widział tą kobietę, ale niestety po samych włosach nie mogli jej rozpoznać. Chodziłem tam przez kilka tygodni, ale ślad po niej zaginął. Pewnego dnia, gdy siedziałem w kafejce weszła ona. Brązowowłosa dama, która wyglądała jeszcze bardziej zjawiskowo niż poprzednim razem gdy ją widziałem. Bez zastanowienia podbiegłem do niej, ale wtedy zabrakło mi języka w buzi.
- Czy może się pan przesunąć? Chciałabym przejść.
Dziewczyna najwidoczniej mnie nie pamiętała, co dla mnie raczej było plusem po tym co odstawiłem po naszym ostatnim spotkaniu.
- Halo! Słyszy mnie Pan? Niech się Pan łaskawie przesunie.
- Przepraszam bardzo... Zamyśliłem się...  Przypomina mi Pani pewną kobietę, którą spotkałem kiedyś w klubie. Zostawiła ona czarną torebeczkę, ale ponownie się już tam nie zjawiła.
W tym momencie pokazałem jej zdjęcie eleganckiej kopertówki na telefonie.
- O matko! To moja torebka! Szukałam jej kiedyś po całym mieszkaniu, ale zapadła się pod ziemię.
 Skąd ją Pan ma?
- Pani mnie nie pamięta, prawda? Podszedłem w tym klubie do Pani, gdyż chciałem zapytać dlaczego  płaczesz i w tym momencie Pani nagle wybiegła zostawiając na ladzie swoją torebkę.
Chciałem ją oddać, ale w środku nie znalazłem żadnego kontaktu do Pani.
- Naprawdę Pana nie pamiętam. Wiem, że wchodziłam do jakiegoś klubu, ale potem film mi się urwał.
- Rozumiem. Była Pani dość wtedy bardzo przygnębiona.
- Życiowe problemy... Ale może przejdźmy na TY, bo nie lubię jak ktoś mi paniuje.
Nazywam się Karolina.
- Bardzo mi miło. Jestem Damian. Może mogłabyś podać mi swój numer telefonu, wtedy prześlę Ci informację , gdzie możesz odebrać swoją torebkę, bo niestety teraz się bardzo spieszę.
- Oczywiście. Nie ma problemu 705-869-474.
- Dziękuję. Niebawem się do Ciebie odezwę.
W tym dniu sam nie wierzyłem we własne szczęście. Sądziłem, że już więcej jej nie spotkam, ale przeznaczenie robi swoje. Wieczorem wysłałem Karolinie informacje z adresem zamieszkania, a także poinformowałem ją iż kopertówkę może odebrać jutro o godzinie 16:00. Przez całą noc nie mogłem zasnąć, gdyż myślałem tylko o niej. Z niecierpliwością czekałem, aż zapuka do mych drzwi. Miałem jednak nadzieję, że troszkę się spóźni gdyż na podaną godzinę niestety nie zdążyłem być gotowy. Gdy brałem relaksującą kąpiel nagle usłyszałem, że ktoś dzwoni do drzwi.
Szybko obwiązałem się ręcznikiem  i z mokrymi włosami udałem się zobaczyć kto to. Niestety jak się domyślacie to była ona. Nie miałem już innego wyjścia, więc wpuściłem ją do środka. Całe szczęście wino było przygotowane.
- Cześć Damian. Widzę, że przyszłam nie w porę. - lekko się zaśmiała.
- Niestety nie zdążyłem się ze wszystkim wyrobić. Cały dzień jestem zabiegany. Jeżeli możesz poczekaj chwileczkę szybko się ogarnę i zaraz do Ciebie wrócę. A ty czuj się jak u siebie.
- Okey.
Po raz pierwszy w życiu czułem coś takiego do kobiety. Szybko wyszedłem z toalety i Karolina od razu przeszła do konkretnej sprawy.
- To mógłbyś mi oddać tą kopertówkę?
- Oddam Ci ją, ale pod jednym warunkiem...
-Jakim?
- Napijesz się ze mną lampki wina i czarne cudo znów będzie należało do Ciebie.
- Dobra, przystaję na twą propozycję, ale wpierw wolę dostać torebkę.
 - Okey.
Wyciągnąłem z szafy kopertówkę, która trafiła wprost do rąk właścicielki.
Następnie otworzyłem wino  i wtedy zaczęła się nasza długa rozmowa, której nie było widać końca.
Niestety naszą romantyczną atmosferę zepsuli moi kumple, którzy niespodziewanie wparowali do  mieszkania. Ich miny były naprawdę zaskoczone, gdy zobaczyli mnie z tą samą kobietą, która w klubie odleciała ode mnie z płaczem. Dziewczyna niestety się speszyła i szybko pożegnała się ze mną, mówiąc, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Podenerwowany tym, że nie umieli mnie wcześniej uprzedzić swą wizytą odezwałem się:
- Bałwany i coście narobili! Przez Was dziewczyna mego życia właśnie mi uciekła, a tak świetnie mi się z nią rozmawiało.
- Uhuhuhu widzimy, że kolega nam się zakochał.... Ciekawe czy jej powiedziałeś o naszym wspaniałym zakładzie.
- Pokręciło Cię? Przecież wtedy od razu by mnie skreśliła.
- A ty wiesz, że nie wolno kłamać prawda?
- Już nie rób ze mnie takiego świętego.
- Świętym to ty nigdy nie będziesz. Wiesz, że dowiedzieliśmy się, że nie przeleciałeś jednej z sikoreczek?
- Co? Jak to? Kto wam, takie bzdury naopowiadał. Przecież mówiłem wam wszystko ostatnim razem.
  - Proszę Cię... Przynajmniej nie pogrążaj się.... Spotkaliśmy kiedyś jedną z nich i powiedziała, nam, że Elka ci odmówiła.
- Co za kłamczuchy jedne. Pewnie dowiedziały się prawdy i teraz chcą się na mnie zemścić.
- Niestety, ale chłopie my im wierzymy. Teraz musisz przebiegnąć na goło całe molo. Inaczej wisisz nam 10-tysięcy.
- Okey. Jeżeli mi nie wierzycie zrobię to tylko, dlatego iż nie mam takiej kwoty pieniędzy. Powiedźcie mi tylko kiedy i gdzie....
- W czwartek o 15:30, jeżeli nie przyjdziesz wtedy wiesz co Cię czeka.
Nastąpił ten morderczy dla mnie dzień.... O podanej godzinie zjawiłem się na umówionym miejscu, rozebrałem się do naga i calutkie molo zacząłem biec. Ludzie uznali mnie za jakiegoś chorego psychicznie człowieka, a pech chciał, że spotkałem wtedy Karolinę...
- Co ty wyprawiasz?!  - zapytała zbulwersowana dziewczyna.
- Kolega przegrał zakład, a teraz wypełnia swą porażkę, aby nie płacić nam kasy.
- Zamknij się! - krzyknąłem.
- Jaki zakład?! O czym oni mówią?!
- Będąc w klubie założyliśmy się, że przelecimy 3 dziewczyny. Nasz kolega wybrał właśnie Ciebie.
- Że co proszę?! Co to wszystko ma znaczyć?! Damian to prawda co oni mówią?!
Myślałem, że zapadnę się wtedy pod ziemię..... Niestety musiałem powiedzieć jej prawdę,
bo nie spełni rozumu przyjaciele i tak by mnie pogrążyli.
- Niestety to prawda.... Ale poczekaj wszystko Ci wyjaśnię!
- Myślałam, że jesteś inny! Nie chcę Cię więcej widzieć na oczy. Po prostu brzydzę się Tobą!
Z rozpłakaną twarzą pobiegła w stronę miasta. Sam zacząłem ryczeć i zastanawiałem się dlaczego uległem temu zakładowi.
- POCZEKAJ! WSZYSTKO CI WYJAŚNIĘ! Hahahahaa! Frajer!
Jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak upokorzony! Przez kilka lat po tym wydarzeniu chorowałem na ciężką depresję. Na szczęście wyleczyłem się....
Karolina miała już swojego rycerza, a ja zostałem sam jak palec. Życie pokazało mi, że nie mam przyjaciół, ale też mnie nie oszczędzało.....
Będąc na badaniach dowiedziałem się, że posiadam raka.... Byłem ponownie u skraju depresji, ale wziąłem się w garść. Postanowiłem, że zdążę przed końcem naprawić wyrządzone przeze mnie krzywdy. W szczególności musiałem odnowić, a zarazem poprawić moje kontakty z Karoliną. Zakupiłem ogromny bukiet róż i udałem się do jej mieszkania!
Gdy byłem przy jej posesji, zauważyłem iż strasznie awanturuje się na swego faceta.
Usłyszałem, że ma dosyć dostawania od niego za nic po twarzy, a przez balkon zaczęły wylatywać bardzo różne rzeczy. W tym momencie bez zastanowienia ruszyłem jej na pomoc i pomogłem pozbyć się niechcianego lokatora. Karolina była mi za to bardzo wdzięczna i od razu zaczęła wypłakiwać mi się w ramię. Razem z nią płakałem, gdyż ona nie zasługiwała na takie traktowanie....
Pogodziliśmy się... Mimo swoich przeżyć ona wszystko mi wybaczyła...
Będąc już na łożu śmierci, gdy żadne chemioterapie nie pomagały, a sam wyglądałem jak cień człowieka postanowiłem się z nią ożenić mimo iż tego nie planowałem, gdyż wiedziałem, że długo nie pożyję na tym świecie, ale chciałem by miała świadomość, że od samego początku była dla mnie najważniejszą osobą..... Gdy to czytacie zapewne jestem już w innym świecie, ale cieszę się, że poznałem moją brunetkę, która bardzo mnie wspierała podczas ostatnich chwil. Dopiero gdy utraciłem zdrowie zacząłem doceniać własne życie....

czwartek, 17 marca 2016

Zaczarowany naszyjnik

Witajcie!
Na samym początku chciałam wszystkim z całego serca mocno podziękować za tak liczne komentarze pod moim ostatnim opowiadaniem.  Z tego co pisaliście większość z Was się bardzo wzruszyła, więc jest mi niezmiernie miło z tego powodu. Powiem szczerze, że czytając wasze komentarze sama się popłakałam.  Mam nadzieję iż ta historia uświadomiła niektórym to, że nie powinniśmy przechodzić obojętnie wobec krzywdy zwierząt.
Dzisiejsze opowiadanie nosi tytuł "Zaczarowany naszyjnik".
Mam nadzieję, że równie dobrze je odbierzecie. Nie przedłużając zapraszam do czytania!

czwartek, 10 marca 2016

Nieoczekiwana przyjaźń

Gdy byłam małą dziewczynką przeprowadziłam się wraz z rodzicami na wieś. Naprawdę robiłam wtedy wszystko, aby wybić im ten pomysł z głowy, ale niestety nawet krzyki i płacze nic nie pomagały. Nie chciałam opuszczać swojego miasta, rodziny i przyjaciół z którymi kontakt miałam na codzień. Nowe otoczenie, ludzie wydawały mi się czymś strasznym, ale to co zobaczyłam na miejscu odebrało mi mowę. Moim oczom ukazał się stary, zniszczony dom wokół którego pełno było chaszczy. Nie wyobrażałam sobie, jak mogę w takim miejscu mieszkać.
Nadchodził wieczór i czas kąpieli. Łazienka nie wyglądała zbyt luksusowo, ale na szczęście dom posiadał bieżącą wodę. Otworzyłam okno i postanowiłam się odświeżyć po jakże ciężkim dla mnie dniu. Gdy relaksowałam się w wodzie, nagle moim oczom ukazał się duży, a wręcz ogromny czarny pająk. Dreptał dosłownie tuż obok mnie. Naprawdę tak się przestraszyłam, że w ułamku sekundy rozległ się jeden wielki pisk na całe mieszkanie. Przerażeni rodzice, gdy mnie usłyszeli biegli dosłownie na połamanie nóg. Dotarcie do mnie troszkę im zajęło, gdyż w obecnej chwili znajdowali się na zewnątrz budynku. Będąc sama w tym nieszczęsnym pomieszczeniu przypomniałam sobie bajkę w której przydarzyła się podobna sytuacja. Bez zastanowienia sięgnęłam po prysznic i próbowałam unieszkodliwić przeciwnika, ale w tym momencie pękł zawór i cała zawartość wody zalała naszą jak to mówiłam "myjnię". Myślałam, że gorzej już być nie morze. Dochodziła godzina 23:00, a ja nadal nie mogłam zasnąć. Chciałam iść do pokoju rodziców, ale w głowie wyobrażałam sobie różne potwory, które mogły na mnie czychać, więc postanowiłam zostać bezpiecznie w swoim łóżku.
Przez całą noc słyszałam jakieś dziwne szemrania i skrzypienia, więc nic dziwnego, że nie mogłam spać. Nastąpił poranek. W dzisiejszym dniu rodzice mieli się udać do pobliskiego miasta, aby załatwić jakieś swoje ważne sprawy, a ja w tym czasie miałam pilnować gospodarstwa. Coś mnie jednak skusiło, aby wybrać się na małą przechadzkę po nowej okolicy mając nadzieję, że zdążę wrócić tuż przed ich powrotem. Wieś jednak miała swoje uroki. Po raz pierwszy zobaczyłam krowy na pastwiskach, świnie i inne zwierzęta, których w moim mieście nie miałam okazji podziwiać.
Po drodze, gdy szłam przed siebie spotkałam dziewczynkę w moim wieku. Mimo mojej nieśmiałości postanowiłam do niej zagadać. W końcu raz się żyje, a i tak nikt mnie jeszcze w tym środowisku nie znał. Naszą rozmowę zaczęłam słowami:
- Cześć. Jestem Kinga. Dokąd się wybierasz?
- Cześć. Wybacz, ale nie rozmawiam z nieznajomymi.
- Co ty mówisz?  Przecież nie jestem żadnym staruchem, tylko 10-letnią dziewczynką, jak sądzę w Twoim wieku.
- Heh w sumie masz rację. Jestem Eliza. Wybieram się do mojej babci, która mieszka za tym lasem.
A ty co tutaj robisz? Pierwszy raz widzę Cię na oczy. Czyżby jesteś nową mieszkanką naszej wsi?
- Niestety tak. Wczoraj przeprowadziłam się z Wrocławia, na tą "jakże cudowną wieś".
Zwiedzam sobie okolicę, ale szczerze powiedziawszy prócz krów i innych zwierząt nie zaobserwowałam tutaj nic nadzwyczajnego. A ty nie boisz się tak sama wędrować przez ten las?
- Kiedyś owszem bałam się, ale lęki z wiekiem mijają. 
Może chcesz wybrać się ze mną do babci? Z kompanem szybciej mi droga zleci.
- W sumie czemu nie, mogę się z Tobą przejść.
Gdy tak szłyśmy przez las i rozmawiałyśmy, naszym oczom nagle ukazał się przywiązany do drzewa malutki brązowy piesek. Zaczęłam krzyczeć na głos "Zostawił ktoś tutaj psa?", ale moją odpowiedzią było tylko echo. Rozglądnęłam się dookoła, ale po właścicielu nie było ani widu, ani słychu.
 Pierwszy raz w moim życiu spotkałam się z tak brutalnym postępowaniem wobec zwierzęcia, ale jak się okazało dla mieszkańców wsi traktowanie tak naszych przyjaciół było normalnością. Ludzie nie sterylizowali swoich pupili, gdyż swoje oszczędności woleli przeznaczyć na praktyczniejsze rzeczy niż zdrowie własnego czworonoga w związku z czym, gdy ich pociechy rodziły swe potomstwa oni je bezdusznie zabijali. W naszej okolicy przyjęło się, że niepotrzebne szczeniaki tuż po urodzeniu były od razu topione zazwyczaj w wannie lub beczce. Natomiast starsze osobniki wyrzucano do pobliskich lasów i zostawiano je sobie na pastwę losu.
Wyobrażacie sobie jak można tak bezdusznie pozbyć się swojego przyjaciela z którym spędziło się większość wolnego czasu, albo pozbawić życia dopiero co nienarodzonego szczeniaczka? 
Jeżeli to sobie wyobrażacie to naprawdę jesteście osobami bez uczuć, gdyż ja nie jestem w stanie dopuścić do siebie nawet takich myśli, że mogłabym wyrządzić tak wielką krzywdę niewinnemu zwierzęciu. To tak jakby pozbyć się, albo zabić dziecko na własne widzi mi się.
 Zwierzęta też posiadają uczucia. Na widok tego pieska od razu zareagowałam: 
-Eliza! Spójrz! Ten piesek potrzebuje naszej pomocy! Podejdźmy do niego!
- Zwariowałaś?! Nie wiemy co to za pies. Pewnie posiada wściekliznę, albo jakieś inne bakcyle.
- Nie widzisz, że ten piesek jest cały wystraszony?! Bidulek pewnie przez kilka dni nic nie jadł. Przecież nie możemy go tutaj tak zostawić, bo zdechnie!
- To niech zdycha! Najwidoczniej taki los był dla niego już zaplanowany.
- Ja nie wierzę co ty do mnie mówisz! Czy ty sama siebie słyszysz?! 
Widok tego psa przywiązanego do drzewa Cię naprawdę nie rusza?!
- Nie, nie rusza mnie! Możemy już iść?! Bo w końcu spóźnię się do babci.
- Wiesz co?! Wybacz, ale odechciało mi się dalej z Tobą iść. Wolę zostać tu na miejscu i jakoś pomóc temu biednemu stworzeniu, a ty jak chcesz to idź.
- Jak uważasz! Tylko później nie płacz, że nie umiesz trafić do domu - krzyknęła odchodząc.
Byłam naprawdę oburzona zachowaniem niedawno co poznanej koleżanki.
 Zastanawiałam się dlaczego była w niej tak wielka obojętność.
 Gdy moje emocje już opadły, postanowiłam przybliżyć się trochę do psiaka sprawdzając przy tym czy nie zrobi mi żadnej krzywdy, ale on na mój widok od razu zaczął merdać ogonkiem i tylko czekał na pieszczoty. Widać było, że ten brązowy słodziak jest emocjonalnie związany z człowiekiem i pomimo tego co ktoś mu wyrządził, on nie ma do nikogo żadnego żalu, a oczekuje od człowieka tylko miłości nic więcej. Odwiązałam z tego drzewa moją brązową kulkę i starałam się wraz z moim nowym przyjacielem odnaleźć drogę do domu. Bardzo szybko trafiliśmy na prawidłową ścieżkę.
 W czasie tego powrotnego spaceru zastanawiałam się nad imieniem dla niego, a także tym gdzie mogę go schować przed rodzicami, gdyż oni nie tolerowali zwierząt w domu. 
Zazwyczaj miałam tylko rybki, które obserwowałam jak sobie pływają w akwarium, 
lecz  niestety nie mogłam ich przytulać. Mojemu małemu rozrabiace dałam na imię Bruno, ponieważ tylko taka nazwa przychodziła mi do głowy, gdy patrzyłam na jego czekoladową sierść.
Powoli zbliżaliśmy się do domu i w czasie tej drogi wymyśliłam, że Bruna ukryję w pobliskiej opuszczonej stodole, która znajduje się niedaleko mojej chałupki. 
Było mi okropnie żal samego go tam zostawiać, ale niestety nie miałam innej opcji.
 Czas tak szybko w tym dniu zleciał iż nawet się nie oglądnęłam, że od czasu mojego wyjścia minęły cztery godziny. Gdy wróciłam do domu, rodzice w nim na mnie czekali odchodząc od zmysłów, dlaczego tak nagle zniknęłam. Nie obyło się bez pogadanki, ale ostatecznie wcisnęłam im jakąś historyjkę, która załagodziła całą sprawę. W tym przebojowym dniu czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Gdy atmosfera rodzinna się troszkę uspokoiła, tato poprosił mnie, abym zeszła do piwnicy i przyniosła mu karton stojący obok naszego auta. Szczerze powiedziawszy nie miałam ochoty schodzić specjalnie po jakiś tam karton, ale wolałam sobie już nie robić kłopotów, więc ostatecznie po niego zeszłam. Będąc na schodach prowadzących do naszej piwnicy nagle do moich uszu dobiegł dziwny pisk pochodzący z tego pudełka. 
Ściągnęłam z niego przykryty koc i moim oczom ukazała się malutka biała sunia. 
Moja twarz rozpromieniowała się na jej widok. Z wielkim uśmiechem poleciałam uścisnąć mojego tatusia, ale przy tym od razu się go zapytałam, dlaczego ją wzięli skoro nie tolerują zwierząt w domu.
Odpowiedział mi, że potrzebna im będzie tylko do pilnowania posesji, a reszta obowiązków spada na mnie. Nie miałam nic przeciwko warunkom ojca, w prawdzie od zawsze marzyłam o swoim czworonogu, ale przecież teraz miałam Bruna. Na ten czas tą tajemnicę postanowiłam zachować tylko dla siebie.  Zbliżała się godzina 20:30, rodzice już byli w swojej sypialni. Udałam się do kuchni. Napakowałam do kieszeń sporo karmy i jedzenia, którą rodzice zakupili dla Roksi, nalałam do butelki wody, wzięłam miseczkę i jak się domyślacie wymknęłam z domu na paluszkach do mojego Brunusia. Tak robiłam każdego dnia od rana do wieczora, aby bez wiedzy rodziców dostarczyć mu pożywienia i wyjść z nim na spacer. Minęło kilkanaście tygodni. Pewnego dnia po szkole, stwierdziłam, że to najwyższy czas, aby mój czworonożny kumpel poznał także moich rodziców. Bałam się ich reakcji i słusznie. Gdy przyprowadziłam Bruna do domu, oni następnego poranka zawieźli go do oddalonego o 300km schroniska . W tym momencie, mój cały mały świat się zawalił. Tłumaczyli się, że nie będą w stanie utrzymać mnie, domu i dwóch psiaków przy tak dużych wydatkach jakie posiadamy. Płakałam przez całe dnie, praktycznie nic nie jadłam, a z pokoju wychodziłam tylko do toalety.
Moja mama nie mogła już tego wytrzymać, więc oznajmiła mi, że następnego dnia pojedziemy do tego schroniska po Bruna. Skakałam z radości do samego nieba, jednak moja radość trwała niebywale krótko.  Będąc w schronisku, dowiedzieliśmy się, że moja brązowa, czekoladowa kuleczka została adoptowana przez mężczyznę, który mieszkał na samym końcu Polski. Moje łzy ponownie napłynęły  do oczu. Wściekła wróciłam do auta i czekałam tylko na moich rodziców, aby ponownie wrócić do mojej rozwalającej się starej chałupki. O dziwo bardzo długo nie wracali. Postanowiłam sprawdzić co jest tego powodem. Jak się okazało moi staruszkowie zrozumieli, że popełnili wielki błąd oddając czekoladową kulkę bez mojej wiedzy. Postanowili naprawić ten czyn i skontaktowali się z obecnym właścicielem Brunusia. Człowiek ten miał naprawdę wielkie serce , zrozumiał całą sytuację i odwiózł Bruna prosto do mojego domu za co do tej pory jestem mu bardzo wdzięczna.  
Niedzielnego słonecznego popołudnia odbywały się na pobliskiej polance zawody w których uczestniczyły głównie psiaki. Razem z Brunem i Roksi poszliśmy popatrzyć na tegorocznych zawodników. Po drodze natknęliśmy się na Elizę. Od tamtego czasu nie miałam okazji jej spotkać. 
Długo zastanawiałam się czy jest sens, aby wogóle się do niej odzywać, ale chciałam wyjaśnić poprzednią zaistniałą sytuację i dowiedzieć się, dlaczego się tak zachowała. 
W głębi duszy czułam, że jest to dobra dziewczyna tylko trochę zagubiona.
Opowiedziała mi, dlaczego ma taką obojętność wobec krzywdy zwierząt.
Rok temu zginęła na jej oczach czteroletnia siostra. Wbiegła na ruchliwą ulicę za małym szczeniaczkiem i zginęła na miejscu. Mama Elizy ciągle ją za to obwinia, twierdzi, że to jest tylko i wyłącznie jej wina, a Elizka nie może się z tym pogodzić.
 Jej atmosfera domowa jest jeszcze gorsza od mojej. Gdy przyplątał się do Elizki jakiś mały kociak, jej matka od razu wyrzuciła go na ulicę czego moja znajoma również nie mogła przeboleć. 
Przez takie zachowania, które panują u niej w domu jej serce stało się twarde jak głaz.
Mijały lata. Z każdym dniem byliśmy coraz starsi. Bruno kończył już swoje 15-urodziny, ja 25. Niestety jego stan zdrowia był już nieciekawy. Mój najlepszy przyjaciel posiadał wielkiego guza rakotwórczego na nosie, którego żaden weterynarz nie chciał zoperować. Niestety, gdy pewnego razu uciekł do sąsiada ten uderzył go jakimś metalem w pyszczek. Gdy udałam się do Pana Kuby, aby wyjaśnić dlaczego zaatakował mojego psa, sąsiad odpowiedział, że mój Bruno go ugryzł, a gdy prosiłam by pokazał ranę, oburzył się tylko, odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę.
 Zgłosiłam tę sprawę do sądu i wygrałam proces.  Bruno prócz tych powikłań posiadał także zaćmę i jego stawy również wysiadły. Codziennie musiałam wyprowadzać go na rękach na zewnątrz by mógł wydalić swoje odchody. Był to tak mądry pies, że zawsze informował mnie kiedy chciał wyjść, nigdy nie zdarzyło mu się popuścić w domu. Byłam z nim na dobre i na złe, a on był ze mną. Serce pękało mi z bólu, gdy widziałam, że lada dzień może nastąpić ten moment, kiedy opuści mnie na zawsze, bezpowrotnie. Dzisiaj mam po nim wspaniałe wspomnienia. 
Do końca mego życia będę pamiętała o tej wyjątkowej czekoladowej kuleczce.