Strony

Translate

czwartek, 10 marca 2016

Nieoczekiwana przyjaźń

Gdy byłam małą dziewczynką przeprowadziłam się wraz z rodzicami na wieś. Naprawdę robiłam wtedy wszystko, aby wybić im ten pomysł z głowy, ale niestety nawet krzyki i płacze nic nie pomagały. Nie chciałam opuszczać swojego miasta, rodziny i przyjaciół z którymi kontakt miałam na codzień. Nowe otoczenie, ludzie wydawały mi się czymś strasznym, ale to co zobaczyłam na miejscu odebrało mi mowę. Moim oczom ukazał się stary, zniszczony dom wokół którego pełno było chaszczy. Nie wyobrażałam sobie, jak mogę w takim miejscu mieszkać.
Nadchodził wieczór i czas kąpieli. Łazienka nie wyglądała zbyt luksusowo, ale na szczęście dom posiadał bieżącą wodę. Otworzyłam okno i postanowiłam się odświeżyć po jakże ciężkim dla mnie dniu. Gdy relaksowałam się w wodzie, nagle moim oczom ukazał się duży, a wręcz ogromny czarny pająk. Dreptał dosłownie tuż obok mnie. Naprawdę tak się przestraszyłam, że w ułamku sekundy rozległ się jeden wielki pisk na całe mieszkanie. Przerażeni rodzice, gdy mnie usłyszeli biegli dosłownie na połamanie nóg. Dotarcie do mnie troszkę im zajęło, gdyż w obecnej chwili znajdowali się na zewnątrz budynku. Będąc sama w tym nieszczęsnym pomieszczeniu przypomniałam sobie bajkę w której przydarzyła się podobna sytuacja. Bez zastanowienia sięgnęłam po prysznic i próbowałam unieszkodliwić przeciwnika, ale w tym momencie pękł zawór i cała zawartość wody zalała naszą jak to mówiłam "myjnię". Myślałam, że gorzej już być nie morze. Dochodziła godzina 23:00, a ja nadal nie mogłam zasnąć. Chciałam iść do pokoju rodziców, ale w głowie wyobrażałam sobie różne potwory, które mogły na mnie czychać, więc postanowiłam zostać bezpiecznie w swoim łóżku.
Przez całą noc słyszałam jakieś dziwne szemrania i skrzypienia, więc nic dziwnego, że nie mogłam spać. Nastąpił poranek. W dzisiejszym dniu rodzice mieli się udać do pobliskiego miasta, aby załatwić jakieś swoje ważne sprawy, a ja w tym czasie miałam pilnować gospodarstwa. Coś mnie jednak skusiło, aby wybrać się na małą przechadzkę po nowej okolicy mając nadzieję, że zdążę wrócić tuż przed ich powrotem. Wieś jednak miała swoje uroki. Po raz pierwszy zobaczyłam krowy na pastwiskach, świnie i inne zwierzęta, których w moim mieście nie miałam okazji podziwiać.
Po drodze, gdy szłam przed siebie spotkałam dziewczynkę w moim wieku. Mimo mojej nieśmiałości postanowiłam do niej zagadać. W końcu raz się żyje, a i tak nikt mnie jeszcze w tym środowisku nie znał. Naszą rozmowę zaczęłam słowami:
- Cześć. Jestem Kinga. Dokąd się wybierasz?
- Cześć. Wybacz, ale nie rozmawiam z nieznajomymi.
- Co ty mówisz?  Przecież nie jestem żadnym staruchem, tylko 10-letnią dziewczynką, jak sądzę w Twoim wieku.
- Heh w sumie masz rację. Jestem Eliza. Wybieram się do mojej babci, która mieszka za tym lasem.
A ty co tutaj robisz? Pierwszy raz widzę Cię na oczy. Czyżby jesteś nową mieszkanką naszej wsi?
- Niestety tak. Wczoraj przeprowadziłam się z Wrocławia, na tą "jakże cudowną wieś".
Zwiedzam sobie okolicę, ale szczerze powiedziawszy prócz krów i innych zwierząt nie zaobserwowałam tutaj nic nadzwyczajnego. A ty nie boisz się tak sama wędrować przez ten las?
- Kiedyś owszem bałam się, ale lęki z wiekiem mijają. 
Może chcesz wybrać się ze mną do babci? Z kompanem szybciej mi droga zleci.
- W sumie czemu nie, mogę się z Tobą przejść.
Gdy tak szłyśmy przez las i rozmawiałyśmy, naszym oczom nagle ukazał się przywiązany do drzewa malutki brązowy piesek. Zaczęłam krzyczeć na głos "Zostawił ktoś tutaj psa?", ale moją odpowiedzią było tylko echo. Rozglądnęłam się dookoła, ale po właścicielu nie było ani widu, ani słychu.
 Pierwszy raz w moim życiu spotkałam się z tak brutalnym postępowaniem wobec zwierzęcia, ale jak się okazało dla mieszkańców wsi traktowanie tak naszych przyjaciół było normalnością. Ludzie nie sterylizowali swoich pupili, gdyż swoje oszczędności woleli przeznaczyć na praktyczniejsze rzeczy niż zdrowie własnego czworonoga w związku z czym, gdy ich pociechy rodziły swe potomstwa oni je bezdusznie zabijali. W naszej okolicy przyjęło się, że niepotrzebne szczeniaki tuż po urodzeniu były od razu topione zazwyczaj w wannie lub beczce. Natomiast starsze osobniki wyrzucano do pobliskich lasów i zostawiano je sobie na pastwę losu.
Wyobrażacie sobie jak można tak bezdusznie pozbyć się swojego przyjaciela z którym spędziło się większość wolnego czasu, albo pozbawić życia dopiero co nienarodzonego szczeniaczka? 
Jeżeli to sobie wyobrażacie to naprawdę jesteście osobami bez uczuć, gdyż ja nie jestem w stanie dopuścić do siebie nawet takich myśli, że mogłabym wyrządzić tak wielką krzywdę niewinnemu zwierzęciu. To tak jakby pozbyć się, albo zabić dziecko na własne widzi mi się.
 Zwierzęta też posiadają uczucia. Na widok tego pieska od razu zareagowałam: 
-Eliza! Spójrz! Ten piesek potrzebuje naszej pomocy! Podejdźmy do niego!
- Zwariowałaś?! Nie wiemy co to za pies. Pewnie posiada wściekliznę, albo jakieś inne bakcyle.
- Nie widzisz, że ten piesek jest cały wystraszony?! Bidulek pewnie przez kilka dni nic nie jadł. Przecież nie możemy go tutaj tak zostawić, bo zdechnie!
- To niech zdycha! Najwidoczniej taki los był dla niego już zaplanowany.
- Ja nie wierzę co ty do mnie mówisz! Czy ty sama siebie słyszysz?! 
Widok tego psa przywiązanego do drzewa Cię naprawdę nie rusza?!
- Nie, nie rusza mnie! Możemy już iść?! Bo w końcu spóźnię się do babci.
- Wiesz co?! Wybacz, ale odechciało mi się dalej z Tobą iść. Wolę zostać tu na miejscu i jakoś pomóc temu biednemu stworzeniu, a ty jak chcesz to idź.
- Jak uważasz! Tylko później nie płacz, że nie umiesz trafić do domu - krzyknęła odchodząc.
Byłam naprawdę oburzona zachowaniem niedawno co poznanej koleżanki.
 Zastanawiałam się dlaczego była w niej tak wielka obojętność.
 Gdy moje emocje już opadły, postanowiłam przybliżyć się trochę do psiaka sprawdzając przy tym czy nie zrobi mi żadnej krzywdy, ale on na mój widok od razu zaczął merdać ogonkiem i tylko czekał na pieszczoty. Widać było, że ten brązowy słodziak jest emocjonalnie związany z człowiekiem i pomimo tego co ktoś mu wyrządził, on nie ma do nikogo żadnego żalu, a oczekuje od człowieka tylko miłości nic więcej. Odwiązałam z tego drzewa moją brązową kulkę i starałam się wraz z moim nowym przyjacielem odnaleźć drogę do domu. Bardzo szybko trafiliśmy na prawidłową ścieżkę.
 W czasie tego powrotnego spaceru zastanawiałam się nad imieniem dla niego, a także tym gdzie mogę go schować przed rodzicami, gdyż oni nie tolerowali zwierząt w domu. 
Zazwyczaj miałam tylko rybki, które obserwowałam jak sobie pływają w akwarium, 
lecz  niestety nie mogłam ich przytulać. Mojemu małemu rozrabiace dałam na imię Bruno, ponieważ tylko taka nazwa przychodziła mi do głowy, gdy patrzyłam na jego czekoladową sierść.
Powoli zbliżaliśmy się do domu i w czasie tej drogi wymyśliłam, że Bruna ukryję w pobliskiej opuszczonej stodole, która znajduje się niedaleko mojej chałupki. 
Było mi okropnie żal samego go tam zostawiać, ale niestety nie miałam innej opcji.
 Czas tak szybko w tym dniu zleciał iż nawet się nie oglądnęłam, że od czasu mojego wyjścia minęły cztery godziny. Gdy wróciłam do domu, rodzice w nim na mnie czekali odchodząc od zmysłów, dlaczego tak nagle zniknęłam. Nie obyło się bez pogadanki, ale ostatecznie wcisnęłam im jakąś historyjkę, która załagodziła całą sprawę. W tym przebojowym dniu czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Gdy atmosfera rodzinna się troszkę uspokoiła, tato poprosił mnie, abym zeszła do piwnicy i przyniosła mu karton stojący obok naszego auta. Szczerze powiedziawszy nie miałam ochoty schodzić specjalnie po jakiś tam karton, ale wolałam sobie już nie robić kłopotów, więc ostatecznie po niego zeszłam. Będąc na schodach prowadzących do naszej piwnicy nagle do moich uszu dobiegł dziwny pisk pochodzący z tego pudełka. 
Ściągnęłam z niego przykryty koc i moim oczom ukazała się malutka biała sunia. 
Moja twarz rozpromieniowała się na jej widok. Z wielkim uśmiechem poleciałam uścisnąć mojego tatusia, ale przy tym od razu się go zapytałam, dlaczego ją wzięli skoro nie tolerują zwierząt w domu.
Odpowiedział mi, że potrzebna im będzie tylko do pilnowania posesji, a reszta obowiązków spada na mnie. Nie miałam nic przeciwko warunkom ojca, w prawdzie od zawsze marzyłam o swoim czworonogu, ale przecież teraz miałam Bruna. Na ten czas tą tajemnicę postanowiłam zachować tylko dla siebie.  Zbliżała się godzina 20:30, rodzice już byli w swojej sypialni. Udałam się do kuchni. Napakowałam do kieszeń sporo karmy i jedzenia, którą rodzice zakupili dla Roksi, nalałam do butelki wody, wzięłam miseczkę i jak się domyślacie wymknęłam z domu na paluszkach do mojego Brunusia. Tak robiłam każdego dnia od rana do wieczora, aby bez wiedzy rodziców dostarczyć mu pożywienia i wyjść z nim na spacer. Minęło kilkanaście tygodni. Pewnego dnia po szkole, stwierdziłam, że to najwyższy czas, aby mój czworonożny kumpel poznał także moich rodziców. Bałam się ich reakcji i słusznie. Gdy przyprowadziłam Bruna do domu, oni następnego poranka zawieźli go do oddalonego o 300km schroniska . W tym momencie, mój cały mały świat się zawalił. Tłumaczyli się, że nie będą w stanie utrzymać mnie, domu i dwóch psiaków przy tak dużych wydatkach jakie posiadamy. Płakałam przez całe dnie, praktycznie nic nie jadłam, a z pokoju wychodziłam tylko do toalety.
Moja mama nie mogła już tego wytrzymać, więc oznajmiła mi, że następnego dnia pojedziemy do tego schroniska po Bruna. Skakałam z radości do samego nieba, jednak moja radość trwała niebywale krótko.  Będąc w schronisku, dowiedzieliśmy się, że moja brązowa, czekoladowa kuleczka została adoptowana przez mężczyznę, który mieszkał na samym końcu Polski. Moje łzy ponownie napłynęły  do oczu. Wściekła wróciłam do auta i czekałam tylko na moich rodziców, aby ponownie wrócić do mojej rozwalającej się starej chałupki. O dziwo bardzo długo nie wracali. Postanowiłam sprawdzić co jest tego powodem. Jak się okazało moi staruszkowie zrozumieli, że popełnili wielki błąd oddając czekoladową kulkę bez mojej wiedzy. Postanowili naprawić ten czyn i skontaktowali się z obecnym właścicielem Brunusia. Człowiek ten miał naprawdę wielkie serce , zrozumiał całą sytuację i odwiózł Bruna prosto do mojego domu za co do tej pory jestem mu bardzo wdzięczna.  
Niedzielnego słonecznego popołudnia odbywały się na pobliskiej polance zawody w których uczestniczyły głównie psiaki. Razem z Brunem i Roksi poszliśmy popatrzyć na tegorocznych zawodników. Po drodze natknęliśmy się na Elizę. Od tamtego czasu nie miałam okazji jej spotkać. 
Długo zastanawiałam się czy jest sens, aby wogóle się do niej odzywać, ale chciałam wyjaśnić poprzednią zaistniałą sytuację i dowiedzieć się, dlaczego się tak zachowała. 
W głębi duszy czułam, że jest to dobra dziewczyna tylko trochę zagubiona.
Opowiedziała mi, dlaczego ma taką obojętność wobec krzywdy zwierząt.
Rok temu zginęła na jej oczach czteroletnia siostra. Wbiegła na ruchliwą ulicę za małym szczeniaczkiem i zginęła na miejscu. Mama Elizy ciągle ją za to obwinia, twierdzi, że to jest tylko i wyłącznie jej wina, a Elizka nie może się z tym pogodzić.
 Jej atmosfera domowa jest jeszcze gorsza od mojej. Gdy przyplątał się do Elizki jakiś mały kociak, jej matka od razu wyrzuciła go na ulicę czego moja znajoma również nie mogła przeboleć. 
Przez takie zachowania, które panują u niej w domu jej serce stało się twarde jak głaz.
Mijały lata. Z każdym dniem byliśmy coraz starsi. Bruno kończył już swoje 15-urodziny, ja 25. Niestety jego stan zdrowia był już nieciekawy. Mój najlepszy przyjaciel posiadał wielkiego guza rakotwórczego na nosie, którego żaden weterynarz nie chciał zoperować. Niestety, gdy pewnego razu uciekł do sąsiada ten uderzył go jakimś metalem w pyszczek. Gdy udałam się do Pana Kuby, aby wyjaśnić dlaczego zaatakował mojego psa, sąsiad odpowiedział, że mój Bruno go ugryzł, a gdy prosiłam by pokazał ranę, oburzył się tylko, odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę.
 Zgłosiłam tę sprawę do sądu i wygrałam proces.  Bruno prócz tych powikłań posiadał także zaćmę i jego stawy również wysiadły. Codziennie musiałam wyprowadzać go na rękach na zewnątrz by mógł wydalić swoje odchody. Był to tak mądry pies, że zawsze informował mnie kiedy chciał wyjść, nigdy nie zdarzyło mu się popuścić w domu. Byłam z nim na dobre i na złe, a on był ze mną. Serce pękało mi z bólu, gdy widziałam, że lada dzień może nastąpić ten moment, kiedy opuści mnie na zawsze, bezpowrotnie. Dzisiaj mam po nim wspaniałe wspomnienia. 
Do końca mego życia będę pamiętała o tej wyjątkowej czekoladowej kuleczce.

80 komentarzy:

  1. Aż na sam koniec się popłakałam... Wiem czym jest miłość do psów oraz jak one są kochane i wierne. Od dziecka jestem wychowywana w domu gdzie są psy. Utrata każdego była bolesna. Dzisiaj właśnie mija równy rok kiedy odeszła Dżesika. Natomiast za miesiąc Zoja będzie świętować równy rok za murami schroniska.
    Na prawdę brawa, że będąc dzieckiem uratowałaś psie życie.
    Pozdrawiam i zapraszam:
    http://nobeauty-nobeast.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że wzruszyło Cię moje opowiadanie :) Również od dziecka wychowywałam się z psiakami. Utrata każdej bliskiej nam osoby czy też zwierzątka bywa dla nas bardzo bolesnym przeżyciem, ale niestety takie jest życie. Przykro mi, że to już rok gdy nie ma przy Tobie twojej Dżesiki, ale cóż każdy ma postawiony krzyżyk. A mogę spytać dlaczego Zoja trafiła do SCHRONISKA? Dziękuję bardzo za przeczytanie mego opowiadania. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Właśnie zauważyłam, że pisząc rano źle sformułowałam zdanie. Zoja będzie świętować rok POZA murami schroniska.
      Uciekły mi gdzieś litery podczas pisania i stąd to nieporozumienie. ^^'

      Usuń
    3. Heh, czasami właśnie przez jeden mały błąd wychodzą różne nieporozumienia :p W takim bądź razie bardzo się cieszę, że odmieniłaś to smutne życie za kratami Zoji. Oby więcej ludzi było chętnych na adoptowanie zwierząt ze schronisk :)

      Usuń
  2. aż się popłakałam! kocham zwierzęta za to jak potrafią odwzajemniać miłość
    locastrica.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny post:* Pod koniec prawie się popłakałam... Psy są kochane i wierne i utrata ich jest bardzo bolesna...
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  4. świetna historia :)
    http://berry-lifestyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku to mega słodkie! :)


    Zapraszam! http://the-fight-for-a-dream.blogspot.com/ Każdy nowy komentarz jak i obserwator wywołuje uśmiech na mojej twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzadko czytam opowiadania ale to jest genialne. Najbardziej podobał mi się moment z Elizą, jej historia jest smutna. Ta historia nadawałaby się nawet na książkę.
    ontheicce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Amazing post, dear! :) Do you want to follow each other? If yes, please follow me with GFC and Google, instagram, write a comment
    and I follow you back :)

    With love.
    Diana.
    http://www.mirandabeautyworld.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne i wzruszające opowiadanie, aż łezka w oku sama się kręci. Miłości do zwierząt jest piękna. Naprawde. Każdy z resztą przejaw miłości jest piękny względem każdego stworzenia.

    velvetheart96.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bardzo kocham zwierzaki. Psy w szczególności. Moja fifi to takie moje oczko w głowie ;D Co powiesz na wspólną obserwacje ;p? Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam ! Byłoby miło gdybyś zaobserwowała:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pies uratował mi życie wiec wiem jak warto mieć takiego przyjaciela :)
    Moze wzajemna obserwacja?

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz talent, miło się czyta ☺
    emkissfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Super post :)
    http://minauro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. super post !!!
    pozdrawiam :)

    claudelline.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny post
    Mam nadzieję że postapilabym tak samo jak ty, bo w końcu pies to najlepszy przyjaciel człowieka ��

    Mój blog: niezwyklezyciesamotnejdziewczyny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie najlepszym przyjacielem jest mój pies :) Pozdrawiam jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow piękny post! Pozdrawiam

    tutajjestem-lekkomyslny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam psiaki! Są strasznie Kochane. Obiecałam sobie ze jesli bede miala swoj dom to adoptuje jakiegos psiaka!
    sensiblees.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie napisałaś ten post! Ja również kocham pieski! :)
    Zapraszam
    http://wet-streets.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem pod wrażeniem!
    Tak cudownie oddałaś tę miłość do psa, którą posiada (prawie) każdy właściciel.
    Na samym już końcu aż się wzruszyłam! Cudowne opowiadanie, obserwuję.
    niekoniecznietak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Szczerze?! Prawie się popłakałam ;-;
    Pies to najlepszy, najwierniejszy przyjaciel człowieka i jak w tym cytacie nie musisz nic mówić, a on doskonale cię rozumie :) Świetne!
    Buziaki x
    http://karolinyjia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak to ja na końcu się poplakalam, ostatnio z byle powodu się wzruszam ale taka historia jak opisana tu u ciebie zdarza się coraz częściej niestety w tym naszym świecie. Kompletnie nie rozumiem jak można tak siw zachować, jakim trzeba być okrutnym i nie mieć serca żeby topić psy, glodzic je czy zostawiać na pastwe losu przecież zwierzęta tez mają uczucia i czuja ból..

    Żyj wyobraźnią

    OdpowiedzUsuń
  22. Pięknie!
    Też bym chciała mieć taką kuleczkę, którą mogłabym kochać pomimo trudności :)
    Jestem tylko ciekawa co się stało z Roksi. Pojawiła się i tyle...
    Susette
    0zuzol0.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja mam taką przyjaźń i nie wyobrażam sobie życia bez tego mojego Demonka <3

    http://sk-artist.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciekawy blog :) diybyjoanna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Twoja opowieść wzruszyła mnie do łez. Dziękuję Ci za ta chwilę zawieszenia.

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  26. Popłakałam się, to naprawdę wzruszająca historia. Często pies ze schroniska, lub właśnie znaleziony może okazać więcej serca niż rasowiec. Z zapartym tchem czytałam dalej zadając sobie pytania takie jak - czy pies bedzie w schronisku? Czy jsgo nowy wlasciciel ci go odda? Co bedzie dalej? Ciesze sie, ze mialas takiefo przyjaciela i bardzo mi przykro, ale wierze, ze jest teraz w lepszym świecie
    are-we-cool-enough.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. O mój boże. Świetna historia i wzruszająca i wspaniała. Naprawdę brak mi słów. Dawno czegoś takiego nie czytałam, a czasem trzeba sobie popłakać.
    :*

    http://virutite.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Pies to zdecydowanie najlepszy przyjaciel człowieka :) Przepiękna, wzruszająca historia
    http://carolineworld123.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeju, jak wyżej osoby napisały, piękna historia. Czytając, przypomniałam sobie o filmie ,,Red'', (2008 rok) który opowiada o tym, że właściciel chce pomścić psa. Produkcja na pewno nie pierwszej klasy, ale można z niej trochę wynieść. ;) Dokładnie, zwierzęta nie są takie głupie, jak mogłoby się wydawać. Arleta

    OdpowiedzUsuń
  30. świetny post i naprawdę masz talent do pisania. Co do zwierząt to uwielbiam psiaki.
    Pozdrawiam.
    http://nacpana-ksiazkami.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  31. You look amazing.
    Thank you for the lovely comment on my post. I am now following your blog, hope you return the love and follow my blog too.

    www.soslubadem.blogspot.com.tr

    OdpowiedzUsuń
  32. Psiaki to niesamowite stworzenia. Również posiadam jednego, który wniósł do domu ogrom szczęścia i radości.
    Niezwykle wzruszająca historia.

    Pozdrawiam ♥,
    yudemere

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetna i wzruszająca historia :) Rzadko czytam książki, opowiadania, ale znalazłam się na Twoim blogu, dzięki komentarzowi jaki u mnie zostawiłaś :) Chciałam się odwdzięczyć i zaczęłam czytać. Treść mnie pochłonęła :) Bardzo fajnie piszesz i rób to dalej, bo wychodzi Ci to na prawdę dobrze ^^ Pozdrawiam :D :D :D
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Psy to najlepsi przyjaciele <3
    Zapraszam do mnie http://natalkapk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Cudowne! aż się wzruszyłam, naprawdę, od dziecka wychowuję się ze zwierzętami i bardzo je kocham. Zawsze były dla mnie ważne, są wspaniałe, można na nich tak polegać, o wiele bardziej niż na ludziach. Ja moją Muchę zabrałam ze schroniska, teraz ma czwórkę dzieci :)
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. poruszające ;-;
    http://magdelblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  37. Maiłem bardzo podobną historię,z tym,że po jakimś czasie pokochałem życie na wsi i teraz.. wcale nie tęskno mi za ''wielkim miastem'' (: , pozdrawiam,xoxo. http://blueroyallife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  38. Jejku jakie to piękne było! Mam łzy w oczach. Pamiętam jak w wakacje w lesie znalazłam małe kotki i wszystkie były martwe oprócz jednego. Również były porzucone i pewnie z głodu a ta jedna jakimś cudem przeżyła. Wzięłam ją od razu, była najlepszym kotem. Taka kochana, tak jak by wiedziała jak się u nas znalazła :'(
    Kisiel truskawkowy

    OdpowiedzUsuń
  39. Piękna historia, mam łzy w oczach. Zwierzęta to najlepsi przyjaciele człowieka. Nikt tak nie rozumie jak one :)
    http://dreams-first.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  40. Cudowne. *.* Nienwidzę, gdy ktoś źle traktuje zwierzęta. Sama nie mam żadnego, chociaż bardzo bym chciała. + Masz talent do pisania, pisz więcej. ;)

    http://gronercik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  41. Historia ciekawa, przeczytałam od deski do deski. Aż dziwne, że to prawdziwe, ponieważ czytając miałam wrażenie, jakbym czytała książkę! :)
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  42. Tekst niczym z dobrej książki:)
    Nie wiem jak ludzie mogą tak krzywdzić zwierzęta...

    dzastinnel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  43. super napisane :) świetnie się czytało
    mypinkdreams3.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  44. Masz talent literacki! Bardzo się wzruszyłam :)
    http://lone-gunmens.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  45. Czytając to , popłakałam sie :c
    świetnie napisałaś to

    Zapraszam: http://velina-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  46. Piękne opowiadanie <3 chciałabym, aby każdy miał takie serce do zwierząt a kary do ich oprawców równały się z tymi, które są za ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  47. Twoje opowiadanie jest bardzo wzruszające oraz piękne, miłość do zwierzęcia jest czymś bezcennym :)
    PS: Zauważyłam, że w swoim opowiadaniu popełniłaś błąd (pewnie przez niedopatrzenie) - zamiast napisać "guz" wyszło "góz".

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  48. Szczerze to nie za bardzo przepadam za blogami z opowiadaniami.
    Jednak jak zobaczyłam na dole to zdjęcie z psem to powiedziałam, że muszę to przeczytać.
    historia bardzo ciekawa. Ja juz mojego psa mam od komunii, a aktualnie jestem w 1 technikum. Jestem do niego strasznie przywiozana.
    Pozdrawiam:*:)

    http://kammage12.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  49. zaobserwowałam ;)
    świetne !
    mypinkdreams3.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  50. Cóż za piękny blog! Każde kolejne zdanie w poście przekonuje, że warto czytać dalej! Cudownie masz tutaj!
    Powodzenia życzę :)
    http://ibatwoman.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  51. Czasem myślę, że zwierzęta okazują więcej wspaniałych uczuć niż ludzie :)
    Super post :*
    Obserwuję i pozdrawiam :)
    www.zatraconawlepszymswiecie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  52. jak widzę taki długi tekst to często się zrażam, ciesze się, że tak nie zdarzyło się w tym przypadku. Świetnie napisane, a cała historia zapiera dech w piersiach.

    http://zyciepiszehistoriee.blogspot.com/

    Pozdrawiam Zuzia :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja niestety straciłam mojego psa we wrześniu zeszłego roku. Tak naprawdę to był ze mną dłużej niż go nie było. Był on moim najlepszym przyjacielem, bardzo za nim tęsknię, ale fajnie, że chociaż mogłam go poznać i spędzić z nim tyle czasu.

    veronicalucy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  54. W swoim życiu byłam już nie raz świadkiem złego traktowania zwierzęcia, zawsze reagowałam tak samo - działam, jak tylko mogłam, aby dana osoba została ukarana. Za każdym razem zgłaszam niegodne zachowanie do organizacji odpowiedzialnej za to. Czasami nawet to nie wystarczało i musiałam działać "na własną rękę" i rozmawiałam z człowiekiem kończąc rozmowę tekstem "Człowiek niszczący zwierzęta będzie niszczony przez ludzi" i to już pomagało. Nie wiem dlaczego, może po prostu moje słowa zadziałały na psychikę danej osoby - ale o to chodziło. :)
    Obserwuję, blog mega zaciekawił mnie wpisem! :)
    www.szymcia-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  55. Płaczę i nie mogę przestać. Niesamowicie to napisałaś.
    http://mateslifex.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  56. Udanego popołudnia, moja droga :)

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  57. Śliczne opowiadanie! Niestety teraz bardzo często słyszy się o zostawianiu zwierząt na pastwę losu. Okropne!
    paulan-official-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  58. mega!
    michalzlifestyleandfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  59. Świetne opowiadanie,bardzo wzruszające. Spełniłabyś się w zawodzie pisarki :) powodzenia w dalszym pisaniu.
    photoobiektywna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  60. Super, będę śledzić twój blog i czytać go z zainteresowaniem :)

    Zapraszam do mnie: oliimic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  61. Histoira jakże piękna a jednocześnie jakże smutna
    Pozdrawiam,Madda
    blog ->klik

    OdpowiedzUsuń
  62. A jaka zdolniacha z cb *.* piękna historia , pięknie napisana <3
    Zazdroszcze talentu :)

    http://naataliam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  63. Przepięknie napisane, do tego ciekawie, inaczej nie przeczytałabym całości. Aż się zasmuciłam że to koniec. Napisz coś jeszcze!
    Miłego dnia ;)
    http://to-moimzdaniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  64. No i się poryczałam :(
    U mnie w rodzinie od zawsze były zwierzęta. Moja mama jak była mała przygarnęła suczkę, którą ktoś chciał oddać. Ukryła ją na górze, ale i tak psiak został szybko znaleziony. Na szczęście został zaakceptowany. Przykre jest tylko to, że kilka lat później na oczach mojej mamy psinka wpadła pod samochód. Mama do tej pory ją wspomina. To była jej przyjaciółka.
    Od trzech lat mamy też psinkę ze schroniska. Nie wyobrażam sobie innej pomocy niż przygarnianie takich potrzebujących zwierząt. One oddają zawsze bardzo dużo miłości.

    Pozdrawiam :)
    http://perypetieoliwii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  65. Świetna historia :) Super piszesz,
    Pozdrawiam,

    http://lavvenderlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  66. Poczułam dreszcze. Piękna historia. A odejście czworonoga boli chyba najbardziej :<
    /foxydiet.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  67. Świetna historia... końcówka mnie załamała :c
    Ale to opowiadanie jest takie... piękne, wyjątkowe i inne.
    Masz wielki talent.
    Ja od roku pod swoją opieką posiadam suczkę Owczarka Niemieckiego Krótkowłosego, a od trzech Yorkshire Terriera - Figę. Nie wyobrażam sobie życia bez nich! ♥

    Pozdrawiam, laurakwoczala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  68. To było piękne. Głębokie, życiowe i po prostu tak zwyczajne, boleśnie zwyczajne. Nie pamiętam bym po jakimkolwiek filmie czy książce (tutaj może ze 2 razy) płakała za człowiekiem. Ale, gdy tylko jakaś krzywda spotyka zwierzę potrafię wylać morze łez, a potem jeszcze płakać nocą do poduszki. Zwierzęta są lepsi od ludzi. Ludzie kłamią, oszukują, zdradzają, zabijają i niszczą! Gdy zwierzę kocha, kocha całym sobą. Nieważne co byś mu zrobił i tak nie przestanie cię kochać, bo tak jest skonstruowany. Psy to najwspanialszy dar jaki mógł spaść na ludzkość. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem tego co tutaj zrobiłaś. Wiesz, że się popłakałam. W sumie wciąż plącze pisząc ten komentarz. Ja tak rzadko płaczę, że aż nie mogę w to uwierzyć, ale ta historia była piękna (wiem, że się powtarzam). Cieszę się, że ją przeczytałam, cieszę się, że ją napisałaś. Obyś dalej tak pisała, dużo, dużo weny, dziewczyno, bo masz talent grania na emocjach ;)

    Pozdrawiam
    VIOLET END

    OdpowiedzUsuń
  69. Gdy zobaczyłam ten post pomyślałam ,, jejku ale długie '' przeczytałam 1 zdanie 2 , 3, 4 aż do samiutkiego końca . Dziewczyno cudownie piszesz , na samym końcu płakałam jak dziecko . Twoja koleżanka faktycznie ma trudną sytuację rodziną :( a ty masz wspaniałe serce jak i twoi rodzice , nie każdy rodzic by dzwonił i się dowiadywał gdzie jest bruno .
    Zapraszam cię do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  70. Kochana.. pod koniec czytałem z bólem serca i łzami w oczach,piszesz bardzo ciekawie,bardzo lubię.Wydajesz się być bardzo dobrym i pomocnym człowiekiem i chyba to prawda,że takich ''ludzkich odruchów'' uczymy się w domu, od rodziców,rodziny.Obserwuję!Serdecznie pozdrawiam!
    (w 100% zgadzam się z sentencją widoczną na obrazku :') )
    http://blueroyallife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  71. Opowiadanie bardzo wzruszające. Bardzo dobrze piszesz dlatego miło mi się czytało :)
    Littleredcherrysmile click

    OdpowiedzUsuń
  72. piszesz piękne opowiadania, które super się czyta! Sama jestem miłośniczką zwierząt i tzw."psiarą". Też posiadam swoją małą kuleczkę. Pozdrawiam i oby tak dalej! http://dreamilo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  73. świetnych przyjaciół można znaleźć w internecie np na portalu Betania

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz oraz obserwację ♥