Strony

Translate

czwartek, 23 marca 2017

I znikły fanfary...

Zapraszam na kolejne opowiadanie! Jak zawsze czekam na wasze komentarze ♥


Po pięciu latach małżeństwa mąż niespodziewanie znalazł sobie inną kobietę. Zostałam zwyczajnie na lodzie. Był to ciężki okres jaki przechodziłam w życiu, ponieważ temu człowiekowi oddałam całe moje serce, a on normalnie wbił mi nóż w plecy. Na szczęście nie posiadaliśmy dzieci. Kiedy stanęłam z powrotem na nogi próbowałam od nowa zbudować swój świat. Znalazłam dobrze płatną pracę i zakupiłam piękny apartament, lecz w duszy czułam wielką pustkę. Adoratorów miałam całkiem sporo, ale żadnemu nie potrafiłam zaufać. Pewnego dnia koleżanka namówiła mnie, abym założyła sobie konto na portalu randkowym Kisses. Niechętnie podchodziłam do tego pomysłu, jednakże zdecydowałam się utworzyć swój profil. Odzew był natychmiastowy. Napisał do mnie pewien Brent Nelson, który błyskawicznie mnie sobą zainteresował. Mężczyzna był długoletnim kawalerem i również nie miał szczęścia w miłości. Przyznam szczerze, że bardzo dobrze mi się z nim pisało, dlatego też chciałam przenieść naszą znajomość do rzeczywistości. Dzieliła nas spora odległość, niemniej jednak zdecydowaliśmy się spotkać. Jadąc pociągiem w głowie miałam przeróżne myśli. W ostatniej chwili chciałam nawet zrezygnować, jednak było już za późno. Na miejscu czekał na mnie z malutką różą. Nie byłam zbytnio zachwycona, ponieważ liczyłam przynajmniej na jakiś wielki bukiet kwiatów, ale mimo wszystko mu podziękowałam. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu. Cała rodzina serdecznie mnie przywitała, a wieczorem udaliśmy się do pięknej restauracji na kolację. Brent zaimponował mi swoim charakterem w którym od razu się zauroczyłam. Był taki kochany i dobry. Przez dwa tygodnie zdążyłam się do niego bardzo przyzwyczaić. Pożegnanie było naprawdę smutne, aczkolwiek obiecał, że codziennie będzie dzwonić i słowa dotrzymał. Nasza znajomość rozwijała się w poważnym kierunku. Kiedy zaoferował wspólne mieszkanie postawiłam wszystko na jedną kartę z myślą, że na nim się już nie zawiodę. Sprzedałam mieszkanie, porzuciłam pracę i wyjechałam do niego. Przez pierwszy rok było idealnie. W krótkim czasie zaręczyliśmy się i zaczęliśmy wspólne plany na ślub cywilny. Kiedy wszystko już było zorganizowane mój książę z bajki zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze.
Pięć miesięcy przed uroczystością narzeczony mnie pobił za to, że rozmawiałam z sąsiadem. Miałam strasznie podbite oko. W tamtym momencie chciałam go zostawić, ponieważ wiedziałam, że jeżeli raz podniósł na mnie rękę zrobi to ponownie, ale jego mama znów się wtrąciła, że co ludzie sobie pomyślą. Zostałam więc i wyszłam za niego, ale to była najgorsza decyzja jaką podjęłam. Kilka miesięcy po ślubie zaszłam w ciąże, a mama Brenta na samą wiadomość była ogromnie podekscytowana, lecz nie zdążyła doczekać narodzin wnuczki, ponieważ zmarła. Od tego czasu Brent miał niekontrolowane ataki agresji. Będąc  w siódmym miesiącu ciąży ponownie mnie zlał, a ja starałam się tylko chronić brzuch. Po fakcie zaczął mnie przepraszać, a ja znów uwierzyłam, że się zmieni. Miałam taką głęboką nadzieję. Kiedy na świat przyszła Larisa obydwoje byliśmy bardzo szczęśliwi, ale mąż nie chciał pomagać w opiece nad córeczką. Było mi naprawdę ciężko, lecz starałam się mimo wszystko być dobrą żoną. Zawsze gotowałam obiady, sprzątałam, ale on nie potrafił tego docenić. Pewnego razu nie miałam już kompletnie sił. W domu był spory bałagan, a on kiedy wrócił z pracy i to zobaczył ponownie mnie pobił. Nie zważał na to, że na rękach trzymam dziecko, które również od niego dostało. Larisa zaczęła się dusić, a ja kompletnie nie wiedziałam co robić. Na szczęście zachowałam zimną krew i od razu przeszłam do pierwszej pomocy. Tego samego dnia miałam zamiar wrócić do rodziców, ale nie dałam rady, ponieważ Brent zagroził mi, że dokądkolwiek się udam to mnie znajdzie i zabije, a dziecko i tak będzie z nim. Moja psychika naprawdę ledwie już funkcjonowała oraz strasznie bałam się tego człowieka. Bez jego wiedzy udałam się do psychologa, który uświadomił mi, że tak być nie może. Zgłosiłam zaistniałe sytuacje na policję i obecnie jestem szczęśliwie samotnie wychowującą matką. Larisa z każdym dniem rośnie, a ja mam pewność iż nie stanie się jej żadna krzywda.

10 komentarzy:

  1. Lovely :)

    http://shizasblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Najgorsze jest to kiedy mężczyzna bije swoją kobietę.
    Opowiadanie bardzo ładnie napisane :)

    https://fasionsstyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Opowiadanie bardzo mnie wciągnęło, świetnie zostało napisane ! Współczuję kobietom, których mężczyźni zadają takie ciosy w serce :*

    Mogłabyś kliknąć w linki w najnowszym poście TUTAJ ? Dzięki;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam pojęcia co mogę napisać. Powiem tylko, że lubię czytać takiego typu historie <3
    http://nikasspace.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie można być z kimś kto cię bije.
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Chwyta za serce.. masz talent do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nikt nie chciałby być w związku, w którym nie jest szanowany, a co dopiero bity.
    Opowiadanie jak zwykle piękne i bardzo prawdziwe :)
    http://paulan-official-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe, a zarazem smutne opowiadanie.
    Pozdrawiam! :)

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. wow, pięknie :')

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Stawiam na to, że Brent ma afektywną chorobę dwubiegunową! XD Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy komentarz oraz obserwację ♥